Bangkok można pokochać albo znienawidzić. Wszystko zależy od tego, w której dzielnicy się zatrzymasz!
SATHON i LUMPINI - najlepszy wybór na początek
W Bangkoku byłam już 3 razy – dla jednych to dużo, dla innych mało. Dla mnie wystarczająca ilość aby zatopić się w tkankach tego miasta bardziej niż typowy turysta wpadający tu na 4 dni i poznać stolicę Tajlandii od środka. Uważam, że poświęcanie jej jedynie wycinka z podróży może być mocno krzywdzące i negatywnie rzutować na późniejszą opinię o tym mieście! Dlaczego? Bo ma ono naprawdę WIELE do zaoferowania. Ale nie odkryjesz tego wpadając tu na przysłowiową chwilę i chodząc jedynie utartymi szlakami.
Bangkok, który poznałam
Chciałabym pokazać Ci Bangkok, który ja poznałam. To Bangkok, do którego chce się wracać. Który jest w topce azjatyckich miast. Bangkok, który zachwyca. Dla mnie to miasto, w którym czuję się dobrze i bezpiecznie, a życie w nim jest niezwykle proste. Wracam tu już trochę jak do domu. I zadziwia mnie to nieustannie, że ciągle odkrywam w nim coś nowego – a jeszcze tyle przede mną. Bo tkanki tego miasta zdają się nie mieć końca!
Jak więc wybrać odpowiedni rejon na pierwsze zakwaterowanie w Bangkoku?
Przy tak dużym wyborze opcji na AirBnB i Bookingu można się zgubić… I oszaleć z przeglądania. Dlatego pomogę Ci zawężyć obszar poszukiwań. I chociaż ostatnio inne rejony Bangkoku wydają się “modniejsze” to ja polecam na pierwszą wizytę w tym mieście zatrzymać się właśnie na obszasze (lub najlepiej styku) dzielnic SATHON i LUMPINI. Znalazłam ku temu aż 10 powodów, które chętnie Ci przedstawię.
Dlaczego rekomenduję ten rejon? Już wszystko tłumaczę!
1. Bliskość zieleni - Park Lumphini
Lumphini jest jak zielone płuca Bangkoku. To bardzo duży park z jeziorkami, ścieżkami pieszymi i biegowymi, masą drzew oraz kwiatów. Jest tu pięknie, czysto, spokojnie. Późnym popołudniem przychodzi do niego masa lokalsów na bieganie lub wspólną zumbę. Ten park to idealne miejsce na spacer, oddech od zgiełku czy upału.
Park Lumphini otwarty jest w godzinach 4:30-21:00. Z każdej strony parku znajduje się brama wejściowa. Wchodząc dowolną z nich tak czy siak dotrzesz do centrum Parku, które stanowi… duże jeziorko. Dookoła niego wylegują się w słońcu Warany czyli oficjalnie tzw. Water Monitors. Na początku mogą Cię przerażać, ale z czasem przywykniesz do ich widoku! Bez obaw – nie są groźne, jeżeli tylko nie zakłócasz ich spokoju 😉
W parku oprócz ścieżek spacerowych i biegowych znajdziecie również kilka prowizorycznych, na maxa oldschoolowych siłowni pod chmurką. Są prawdopodobnie darmowe. Ćwiczy tam wielu lokalnych mieszkańców, ale też turystów.
Jeśli będziecie mieli ochotę poobserwować niebo z poziomu wody to za darmo można wypożyczyć tu „łabędzia” – rowerek wodny w kształcie białego ptaka i popływać po największym jeziorku w Parku!
W Lumpini znajdują się publiczne toalety. Dwie z nich w tym roku całkowicie odnowiono! Jest w nich czysto i schludnie, obsługa dba o park nieustannie, ale… dziewczyny – pamiętajcie, żeby mieć przy sobie zawsze paczkę chusteczek bo w toaletach w Parku niestety jeszcze nigdy nie spotkałam się z papierem.
2. Lokalni ludzie
Na ulicach zobaczysz tu głównie lokalsów – tych gotujących street food, sprzedających na straganach – ale też biegnących do pracy biurowej, na uczelnię czy uprawiających sport. Lokalnych jadłodajni z całymi tajskimi rodzinami jest tu naprawdę sporo. Są też lokalne pralnie, małe sklepiki z różnorodnymi artykułami czy ryneczki owocowo-warzywne. W tych okolicach znajduje się także bardzo dużo biurowców i szkół, więc na chodnikach często mijamy ludzi ubranych w eleganckie ciuchy lub mundurki.
Nie będę Cię oszukiwać – turyści również się tutaj zdarzają, ale jest ich o wiele mniej niż w centrum czy okolicach China Town. Częstotliwość spotkania europejczyków na ulicach jest tu bardzo rzadka, szczególnie w tych bocznych odnogach, mieszkalnych zakamarkach. Główne ulice oczywiście są generalnie pełne tłumów (jak to w Bangkoku) i pomiędzy azjatami przewijają się tam też pewne turystyczne grupki. Pary i grupy turystów spotkasz również we wspomnianym już przeze mnie Parku Lumpini. Jednak porównując to natężenie do takiego, którego doświadczysz w okolicach Khaosan Road – możesz być absolutnie spokojny.
Jeżeli podróżując wolisz przebywać wśród autentycznej społeczności i unikać miejsc, gdzie słyszeć będziesz mieszankę europejskich języków to te dwie dzielnice powinny spełnić Twoje oczekiwania. Ja jestem pod tym kątem bardzo wybredna, bo podczas moich podróży lubię to specyficzne uczucie bycia jedyną polką (tudzież europejką!) w danej miejscowości – a więc myślę, że możesz mi zaufać.
3. Porządek na ulicach
Bangkok potrafi być naprawdę brudny i śmierdzący! Pamiętam swój pierwszy pobyt tutaj i wyjście na ulice pełne wózków ze starszymi tajkami gotującymi zupy, wyrzucającymi wszelkie odpadki ze swojej kuchennej roboty „na bok”. Resztki tych warzyw, jajek, klopsików nasączonych orientalnymi bulionami czy ryb lub owoców morza potrafią leżeć potem przez kilka dni pod krawężnikami albo w zagłębieniach studzienek. Wyobraź sobie jakie zaawansowane procesy fermentacyjne muszą w nich zachodzić pod wpływem 35-stopniowej temperatury i słońca! I tak, pewnie nie raz zobaczysz typową tajkę z wielką miotłą zagarniającą odpadki do kanalizacji – ale bądźmy szczerzy, nie da się sprzątnąć tego wszystkiego dokładnie. Wiemy to ja i Ty. I wiemy jak to może “pachnieć”.
Tak właśnie pachnie prawdziwy Bangkok. Na samym początku mojej styczności z tym zjawiskiem potrafiło mnie mocno odrzucać. Ale po tygodniu chodzenia po tutejszych ulicach i przebywania na food marketach idzie się do tego przyzwyczaić. Ba! Później nawet można za tymi konkretnymi zapachami zatęsknić. Szczególnie doświadczając srogiej zimy w Polsce. Śmiechem żartem… te zapachy naprawdę dodają uroków temu miastu. Tak samo jak odór stinky tofu dodaje uroku ulicom Tajpeju (ale o tym opowiem Ci w innym artykule).
Jednak na dzielnicach Sathon/Lumpini pierwszy raz nie doświadczyłam chyba typowego “azjatyckiego smrodku”. Jest tu naprawdę czysto! I nawet dookoła street-food’ów ciężko zauważyć jakiś mocny nieporządek. Widać, że tam gdzie pojawia się mniej turystów mieszkańcy jakoś bardziej dbają o przestrzeń wokół siebie. A może po prostu mają na sprzątanie po gotowaniu trochę więcej czasu?
4. Autentyczny street-food
Pomimo oddalenia od China Town znajdziesz tu ukryte perełki z pysznym, autentycznym tajskim jedzeniem nie za miliony monet! Co więcej są to takie miejsca, w których stołują się głównie mieszkańcy miasta – a nie turyści. A jak wiemy, taki stan rzeczy świadczy zazwyczaj o najlepszym jedzonku. W tych dzielnicach o dziwo pojawia się duży wybór różnorodnych opcji za mniej niż 10 zł/posiłek. Brzmi atrakcyjnie, prawda?
Podsyłam Ci więc moje ulubione miejscówki i już zazdroszczę tych pierwszych razów, które w nich przeżyjesz:
✿ Najlepsza zupa Tom Yum Noodle style przy Parku Lumpini – niech nie zrazi Cię malutka ilość ocen na Google, ta zupa to prawdziwy HIDDEN GEM!
✿ Two Sisters – tak, ten „lokal” prowadzą dwie urocze siostry! Spróbuj ich tradycyjnych tajskich dań, bo warto. Jeśli lubisz mocniej doprawionego pad thai’a to ten spełni Twoje oczekiwania. Poproś o więcej kurczaka/owoców morza a będziesz jeszcze bardziej usatysfakcjonowany
✿ Zupa w stylu tajskim, ale łagodniejsza od tej przy Lumpini! Ten bulion jest słodkawy, bardziej intensywny i ciemniejszy. Zawiera w sobie dobrej jakości mięsko i dodatki warzywne. Znajdziesz ją na streecie pomiędzy sklepami Lotus i 7eleven
✿ Sklepogaraż serwujący zupy i dania z makaronem, w tym Tom Yum w wersji Yentafo – czyli ze specyficznym, mocno czerwono-różowym sosem z fermentowanego tofu. Warto spróbować tej odmiany zupy! W misce oprócz bulionu znajdziesz m.in. klopsiki ryżowe, mięso i warzywa
✿ Targ w Life Center – na tyłach tej małej galerii i budynku biznesowego na tygodniu odbywa się targ jedzeniowy (głównie dla pracowników okolicznych korporacji). Znajdziesz na nim jedne z najlepszych dim sum, jakie jadłam czy pyszne sashimi! Opcji jest więcej, dlatego polecam się tam wybrać i podpatrzeć po co sięgają ludzie i gdzie ustawiają w kolejki. Wtedy na pewno nie zawiedziesz się wyborem!
5. Różnorodne kuchnie
Dla tych jednak, którzy lubią próbować różnych smaków albo nie tolerują tajskiej ostrej kuchni w nadmiarze (tak jak ja!) znajdzie się tu wiele innych restauracji.
Są tacy, którzy mogą jeść tajskie specjały na śniadanie, obiad i na kolację. 3 tajskie posiłki dziennie, codziennie, przez TYDZIEŃ. Patrz mój towarzysz podróży! Ale… zazwyczaj po 2-3 dniach zajadania się tajskimi daniami przychodzi ochota na przełamanie smaków. I wtedy dobrze jest mieć ciekawe alternatywy w okolicy. Tego nie zabraknie Ci w obydwu dzielnicach.
Już na pierwszym skrzyżowaniu obok naszego AirBnB były dobrze ocenione, międzynarodowe knajpki. Kuchnia wietnamska, japońska, francuska czy izraelska… A pewnie na następnym rogu znalazłaby się też jakaś koreańska czy chińska, których akurat w Tajlandii nie brakuje. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, jeżeli tylko ma ochotę zjeść w końcu inne danie niż Tom Kha albo Mango Sticky Rice.
Podrzucam Ci moje ulubione miejscówki:
✿ Fran’s to coś dla spragnionych bardziej europejskich smaków, a w szczególności śniadań. Ich propozycje swoim wyglądem przypominają opcje z najlepszych śniadaniowni w Kopenhadze czy Barcelonie. Esteci będą zachwyceni – fani jajek, brioszek i bekonu tym bardziej!
✿ Ohana Poké w galerii One Bangkok – nie wiem jak Wy ale poke bowl’e mogłyby stanowić podstawę mojej diety i średnio raz w tygodniu muszę takiego przyjąć. Oczywiście pełnego dobrej jakości składników, a najlepiej pieczonego tempeh w sezamie lub surowej rybki. Bowle w różnorodnych opcjach – wegetariańskich, mięsnych czy rybnych znajdziecie właśnie tam, a pozostałe dodatki można też dowolnie personalizować
✿ Z kolei Ci którzy lubują się w kuchni bliskowschodniej ukojenie znajdą w Hummus Heads Bakery, gdzie dostępne są miski świeżego hummusu z wypiekaną na miejscu pitą i mezze
✿ Z Tajlandii już niedaleko do Japonii, dlatego spotkacie tu wiele knajp z tego typu kuchnią. W 123 ICHI NI SAN szczególnie polecam talerz sashimi z różnych gatunków ryb. Jeśli iść na surową rybę to tutaj – duże kawałki, świeże i w przystępnej cenie! Dobierz do tego sałatkę z wakame i ryż dla przełamania smaku
✿ Kolacji w Ăn Cơm Ăn Cá długo nie zapomnę! Jadłam tu chyba najlepsze fresh spring rolls w swoim życiu i to w prawdziwie wietnamskim stylu! Duża ilość krewetek w środku, chrupiące kolorowe warzywa + miska zieleniny i ziół – jak na prawdziwy wietnamski sklepogaraż przystało! Filip skusił się na Bun Cha, w przyrządzeniu której trudno mu dogodzić po wypróbowaniu bardzo autentycznych wersji tego dania w Hanoi. Tutaj śmiało stwierdził, że Bun Cha była równie smaczna co jego ulubiona z podróży do Wietnamu – dlatego śmiało można zamawiać także to danie
✿ Do OJI Omakase wpadnijcie gdy zapragniecie bardziej wytwornych kulinarnych doznań. Kolacja w stylu „omakase” to serwowane pojedynczo momenty. Zestaw około 10/20 dań (w zależności od wybranej opcji) podawane kolejno, w małych ilościach – tak aby smakować struktury, smaki i detale danego kawałka. A w przypadku sushi tego typu kolacja może być prawdziwym wydarzeniem!
✿ Baimiang Healthy Shop to wprawdzie nie restauracja, ale sklep ze zdrową żywnością! Dlaczego go polecam? Bo dla odmiany od tajskiej kuchni warto wstąpić tu po healthy przekąski. Znajdziesz tu m.in. moje ulubione Happy Tempeh Chips, pyszne „mleko” z orzechów włoskich czy galaretki Konjac ze 100% naturalnym składem i ciekawymi smakami.
6. Hipsterskie kawiarnie
Jeśli lubisz odkrywać klimatyczne kawiarnie speciality to na tych dzielnicach również się takie znajdą. Może nie w tak dużej ilości jak na popularnej ostatnio dzielnicy Song Wat, ale z pewnością jest tu kilka nie overcrowded jeszcze perełek, na które warto zwrócić uwagę! Jedną z nich jest ALLO HOUSE, w którym byłam aż dwukrotnie w ciągu tygodnia bo niesamowicie urzekł mnie vibe tego miejsca, sympatyczna obsługa oraz ich Coconut Americano (Matchę swoją drogą też mają bardzo dobrą!).
Warto sprawdzić również poniższe miejscówki:
✿ BO
✿ Locals Cafe
✿ Smur
✿ Cha & Co
✿ Vancoffee.bkk
✿ F.I.X. Sarasin & The Lazy Bunch
7. Spokojne noce i bezpieczeństwo
Na co naprawdę ciężko trafić w tak głośnym i chaotycznym mieście! Dźwięki skuterów i kolejek, które nie kończą się bo to miasto “żyje nocą”. Gwar z barów, knajp, odgłosy imprez… Moje wcześniejsze pobyty w BKK nie mogły obyć się bez zatyczek do uszu. Tym razem nawet nie wyciągnęłam ich z plecaka, a wszelki szum zamienił się w odgłosy ptaków o poranku. W sercu TAK DUŻEGO miasta. Piękna sprawa, prawda?
Nadal zadziwia mnie fakt, że w tak wielkim i szalonym mieście można się czuć tak bezpiecznie. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale w Bangkoku nigdy nie czułam się zagrożona chodząc wieczorami po ulicach. A na tych dzielnicach już w ogóle. Nie dostrzegłam tu ani razu przejawów przestępczości czy jakiejkolwiek patologii. Wyjść po coś do 7eleven o 2 w nocy? No problem! Bardziej bałabym się wynurzyć na ulice Warszawy o tak późnej porze.
8. Dobra baza wypadkowa
Dostęp do komunikacji w mieście, gdzie przejazd do punktu oddalonego dzielnicę dalej zajmuje GODZINĘ – bliskość dobrego węzła komunikacyjnego jest naprawdę istotna. Wybierając mieszkanie w tych obszarach będziecie blisko linii metra oraz kolejki BTS, a dzięki temu dojedziecie dosłownie wszędzie w stosunkowo krótkim czasie.
Wybierając tę dzielnicę nadal pozostajesz w obszarze ścisłego centrum Bangkoku – piechotą dojdziesz np. do galerii centralwOrld czy Siam, ale nie odczujesz aż tak dużego przytłoczenia czy przebodźcowania niż gdybyś zamieszkał np. w rejonie Nana. Wiem co mówię, bo w ubiegłym roku to właśnie tam wybrałam zakwaterowanie, a każde wyjście z hotelu i droga na metro czy kolejkę wiązały się z przejściem przez niezwykle zatłoczoną ulicę pełną turystów oraz… azjatek świadczących tym turystom wszelakie (nie do końca zgodne z prawem) usługi 😉 Jak się domyślasz, tego typu przeprawy nie należały do najprzyjemniejszych. Na Sathon z pewnością nie doświadczysz takiego rodzaju atrakcji, nie musisz się o to martwić!
9. Smaczna matcha
Miłośnikom matchy nie zabraknie w tych okolicach wyboru i różnorodności. Znajdziecie tu dedykowane matcha bary albo kawiarnie serwujące matcha latte dobrej jakości. Każda, której próbowałam była odpowiednio intensywna, smaczna i nie overpriced bo standardowo napijecie się w tych dzielnicach matchy za ok. 16-18 zł.
Oprócz kawiarni, które wymieniłam wyżej – każda z nich bowiem serwuje równie dobrą matchę, polecam sprawdzić malutki matcha & kakao bar Cha & Co.
10. Ciekawe miejsca w zasięgu ręki
Chociaż nie są to typowo turystyczne okolice to wiele atrakcji znajduje się tu w zasięgu 30 minut kolejką, a nawet dłuższego spaceru. W łatwy sposób dotrzesz stąd na night markety, do świątyń, galerii sztuki, sky barów, galerii handlowych czy do innych parków niż Lumpini – jak np. Benjakitti Park.
Poniżej znajdziesz moje rekomendacje różnorodnych miejscówek, do których warto się wybrać będąc w tej okolicy!
Parki:
oprócz wyżej mocno opisanego Lumpini polecam pójść na długi spacer do… Benjakitti Park
Markety:
✿ Suan Phlu Market
✿ Khlong Toei
Galerie:
✿ Terminal 21
✿ centralwOrld – często odbywają się tu różne festiwale albo tematyczne ekspozycje jak np. Harry Potter czy festiwal Matchy, na który udało mi się załapać
Sky bary:
✿ AETHER BKK
✿ Tichuca
Galerie sztuki:
✿ Lido Connect
✿ Bangkok Art & Culture Centre
✿ Jim Thompson House Museum
A może byłeś już w Bangkoku i inna dzielnica zrobiła na Tobie wrażenie?
Daj znać w komentarzu, które miejsca stolicy Tajlandii spodobały Ci się najbardziej!